|
Sieć. Niektóre lokale mają certyfikat A.V.P.N. (Associazione Verace Pizza Napoletana). Ten w Warszawie nie ma, ale pewnie tylko dlatego, że został otwarty niecały miesiąc temu.
Wzięliśmy dwie pizze do podziału: Princess i No. 5, obie podobnie serocentryczne. Ale jakże były różne!
Princess to rossa. Stracciatella na pierwszym planie, pomidor san marzano D.O.P. za nią: słodkawy, zdecydowany, bez kwasowej przesady. Czosnek w płatkach i oregano, które ją rozbudzają. Grana padano gdzieś w tle, spaja całość.
No. 5 to bianka. Taleggio i gorgonzola D.O.P. to nie jest łagodne towarzystwo, stracciatella I.G.P. je trochę oswaja. Bazylia i oliwa EVO, ostatnie słowo należy do nich. Bez pomidora ta pizza jest bardziej skoncentrowana, gęstsza w smaku, i to w dobrym sensie.
Ciasto tak miękkie i lekkie, że po zjedzeniu całej pizzy nie ma żadnego ciężaru w brzuchu, żadnych wyrzutów sumienia. Całkiem możliwe, że najlepsze w Warszawie.
Wnętrze to oddzielna rozmowa: pastelowy róż, ratanowe lampy, trochę boho, trochę Instagram. Nie dla każdego, ale estetycznie konsekwentnie. Ja się czułem dobrze i nie sponiewierany wizualnie.
|