albo coś było niejadalne, albo nie zostało podane, albo zostało zjedzone, ale spowodowało zatrucie
★☆☆☆☆☆☆
zjedzono, ale bez żadnej przyjemności, z recenzenckiego obowiązku
★★☆☆☆☆☆
dało się zjeść, ale było bardzo słabo, sporo do zarzucenia
★★★☆☆☆☆
poniżej przeciętnej, danie przyrządzone marnie i na odczepnego
★★★★☆☆☆
zupełnie przeciętnie, do zapomnienia w momencie wyjścia z lokalu
★★★★★☆☆
powyżej przeciętnej, lekkie zadowolenie
★★★★★★☆
bardzo dobrze, delikatne drżenie serca i wyczuwalne mrowienie w kostkach
★★★★★★★
jedzone z zamkniętymi oczami, żeby rzeczywistość nie rozpraszała podczas doświadczania transcendentalnych smaków
Oczywiście oprócz wrażeń kulinarnych nakładają się na to całe zastane okoliczności: wystrój lokalu, poziom obsługi, tempo serwowania, uzasadnienie cen, itp. itd. A więc ważne są doznania holistyczne, albo jak nieprzetłumaczalnie mówią Niemcy: gestalt.
Piernicova
Stek z selera & trufle
Mus z wędzonego selera / espuma z sera zagrodowego Pan Liwko / karmelizowana szalotka w czerwonym winie / wegański demi-glace z warzyw korzeniowych.
Mus z wędzonego selera wchodzi dymem i ziemią, ale wycofuje się, zanim zdąży zdominować. Na wierzchu skrawki trufli, akcent, nie popis. Espuma z sera zagrodowego rozcieńcza go tłuszczem i solą. Szalotka karmelizowana w czerwonym winie dorzuca słodyczy i kwasowości tyle, żeby całość nie była zbyt ciężka. Wegański demi-glace z warzyw korzeniowych spina od spodu, dokłada głębi i długości, których w takim daniu zwykle się nie spotyka. Nic nie dominuje, każdy składnik ma swoją rolę. I to jest cała sztuka.
Muzyka na sali to Bill Withers, The Commodores, Rose Royce, Carl Carlton, Stevie Wonder, Heatwave, The Brothers Johnson. Czyli soul i funk z lat siedemdziesiątych, dużo Philly i trochę disco. Ktoś to układał świadomie i to słychać.
Sala to surowa cegła i węglowa czerń, na górze stoliki zwrócone do otwartej kuchni. Zero zadęcia, atmosfera bez spinki. Nikt tu nikomu nie robi przedstawienia.