albo coś było niejadalne, albo nie zostało podane, albo zostało zjedzone, ale spowodowało zatrucie
★☆☆☆☆☆☆
zjedzono, ale bez żadnej przyjemności, z recenzenckiego obowiązku
★★☆☆☆☆☆
dało się zjeść, ale było bardzo słabo, sporo do zarzucenia
★★★☆☆☆☆
poniżej przeciętnej, danie przyrządzone marnie i na odczepnego
★★★★☆☆☆
zupełnie przeciętnie, do zapomnienia w momencie wyjścia z lokalu
★★★★★☆☆
powyżej przeciętnej, lekkie zadowolenie
★★★★★★☆
bardzo dobrze, delikatne drżenie serca i wyczuwalne mrowienie w kostkach
★★★★★★★
jedzone z zamkniętymi oczami, żeby rzeczywistość nie rozpraszała podczas doświadczania transcendentalnych smaków
Oczywiście oprócz wrażeń kulinarnych nakładają się na to całe zastane okoliczności: wystrój lokalu, poziom obsługi, tempo serwowania, uzasadnienie cen, itp. itd. A więc ważne są doznania holistyczne, albo jak nieprzetłumaczalnie mówią Niemcy: gestalt.
Salt
Smakuj Toruń by Dawid Wojciechowski + selekcja win
I. Pieczywo, masło. II. Półgęsek (1885): orzech, jabłko, chrzan [Wódka Toruńska]. III. Zupa cytrynowa (1885): przegrzebek, koper włoski, ryż, ogórek. IV. Jesiotr z rumianym sosem i rakami (1885): jesiotr, zioła, gulasz z raków, sos bisque, pietruszka [Solaris Classic, Winnica pod Jabłonią]. V. Potrawa z kaczki z truflami (1885): pierogi z kaczką, sos maślany, szałwia, jus pomarańczowy, trufla [Cortis, Winnica Irena]. VI. Kloski serowe tak działaj (1540): kluski leniwe, ser bursztyn, cynamon, panko [Solaris, Winnica Braci Czart]. VII. Pierniki: rozety piernikowe z ganaszem orzechowym, brownie z belgijską czekoladą, solą Maldon i piernikiem, lody piernikowe, ciastko karmelowe, crunch z gęsi, marshmallows piernikowe.
Pięć widelców Poland 100 Best Restaurants, Grand Award, najwyższy stopień skali. Przewodnik pisze, że takie lokale są »absolutnie bezbłędne« i »w każdym aspekcie, od jakości dań przez obsługę po atmosferę, reprezentują poziom światowy«. Trzy aspekty wymienione z nazwy. Pójdę po nich po kolei.
Jakość dań. Kuchnia sięga do archiwum i pomysł jest dobry. Stare toruńskie przepisy, przy każdym daniu rok, z którego pochodzą. Nie wymyślać, tylko przypomnieć. Szkoda, że wykonanie kulało. Główny składnik trzy razy przegrał z dodatkami. Półgęsek: chrzanowe nuty przytłumiły mięso, akcent położony nie tam, gdzie trzeba. Zupa: przegrzebek zagubił się pod cytrynowością. Popisowy jesiotr: rak, bisque, zioła, pietruszka. Ryba gdzieś tam była. Dopiero przy pierogach z kaczką kuchnia trafiła w proporcje. Sos, szałwia i trufla na miejscu, o krok za kaczką. Przy kluskach leniwych kucharz znów znowu się posypał. Za słodkie, uratowało je panko, dodając chrupkość. Desery przeszły bez śladu w pamięci, co po tym wszystkim uznaję za sukces.
Obsługa. Karta win zaskoczyła: polskie, a zadziwiająco dobre. Nie w kategorii win, tylko takich bardziej wynalazków spod znaku win naturalnych, ale jak najbardziej pijalnych. Ktoś to wybrał z głową. Tylko że opowiedzieć o tym nie było komu. Sommelierka zapytana o kryteria doboru odpowiedziała, że białe ze względu na rybę, a czerwone ze względu na kaczkę. No i tyle sommelierstwa. A to i tak drobiazg przy reszcie serwisu. Podawanie wina i potraw było kompletnie rozsynchronizowane, najpierw wino, potem długa przerwa, potem potrawa do już pustego kieliszka. Nie było tempa, nie było rytmu.
Atmosfera. Towarzystwo przy stolikach obok pijane i głośne. Przekleństwa wsiąkały w zasłony i zostawały tam na dobre. Jako tło tego wszystkiego podróbki przebojów z głośników, czyli po taniości, żeby nie płacić tantiem. Żenada raczej.
Zapłaciłem za historię Torunia na talerzu, dostałem melanż w atmosferze podrzędnej hotelowej sali.